Idąc śladem Wielkich piszących o stracie, pozwolę sobie i ja powiedzieć:
Małgoniu Jedyna moja! Ty jesteś jak zdrowie;
Ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie,
Kto cię stracił. Dziś piękność Twą w całej ozdobie
Widzę i opisuję, bo tęsknię po tobie.
Piękność i urok Małgorzaty dostrzegłem od “pierwszego spojrzenia”. Trzeba tu bowiem powiedzieć, że spotkaliśmy się i poznaliśmy w sierpniu roku 1959.,
w kolejce do rejestracji na letnich wczasach (FWP, tak, tak...) w Olsztynie, gdzie akademik WSR w wakacje był udostępniany na pobyt wczasowiczów.
Zobaczyłem uroczą osobę rano w kolejce a wieczorem już byliśmy razem na wieki, do Jej śmierci po 66. latach wspólnie i nieprzerwanie razem spędzonych
(w lipcu 2025 r. byłaby 64. rocznica naszego ślubu). Pływając łódką po Kortowskim jeziorze usiłowałem nie fałszować przy śpiewaniu znanej w owych
latach piosenki "Bo Mary i John, jak oni się kochają, nie ma w całym Ohio, pary jak Mary i John”. I tak zostało przez te wszystkie lata...
Była w życiu najlepszym, co mi się przytrafiło, miała do mnie wielką cierpliwość a ja wielkie szczęście, że się zgodziła zostać moją żoną.
A tak wyglądały pierwsze dni naszego uczucia, trwałego i nieprzemijającego...

Uroku Małgosia nie straciła przez te wszystkie lata a życie doświadczyło Ją bardzo ciężko, nie umiem sobie dać rady z ogromem Jej cierpień w czasie
ostatnich miesięcy życia. Jedyna nasza córeczka zmarła przed czterema laty na covid i jego powiązania, co bardzo załamało Małgosię, osobę nadzwyczaj
rodzinną, przedkładającą dobro rodziny nad własne. Do cierpień psychicznych (trudno opisać cierpienia matki po stracie jedynej córki, to przecież
wbrew naturze!) doszły cierpienia fizyczne po wylewie 1 listopada 2024 r., i z pewnością kilku dalszych w trakcie 4. miesięcy dzielących od Jej śmierci.
Opiekę mogliśmy zapewnić tylko ja i wnuk – co ze zrozumiałych względów także było ogromnym obciążeniem dla psychiki Małgoni. Nie mam pretensji do Stwórcy
za Jej śmierć, statystycznie przeżyliśmy bowiem średnią o wiele lat, ale ogrom cierpień jest trudny do zaakceptowania... Dodam nieskromnie, że sumienia
mamy absolutnie czyste, zapewniliśmy Małgosi opiekę ocenianą pozytywnie (z pewnoscią subiektywnie bo ich brak kłopotów był naszym udziałem) zarówno
przez dwukrotnie w tym okresie wzywanych ratowników jak i lekarza domowego. Jeśli do tego dodamy, że w dniu urodzin (8.I.25) Grażynki na skutek
własnej głupoty strzaskałem biodro i zostałem na tydzień wyłączony z opieki, tu wyrażam serdeczne podziękowanie dla siostrzenicy Małgosi – Tereni,
która przejęła moją rolę zamieszkując na tydzień i opiekując się bezpośrednio Ciotką - to można sobie wyobrazić ile się Małgonia w trakcie tych
miesięcy nacierpiała, będąc unieruchomiona w łóżku ze straszliwym bólem fizycznym powiększanym o konieczne zabiegi pielęgnacyjne.
We wspomnieniach pozostały tylko dobre chwile, usłużna pamięć starła złe, te dobre wypełniły wspomnieniami całe życie. Przez okres poznawamia siebie
i narzeczeństwa dzieliła nas spora odległość, starałem sie przyjeżdżać do Małgosi w każdą - a przynajmniej co drugą sobotę, Małgosia zaś
odwiedzała nas w Sulejówku gdzie jedyną atrakacją była Jej obawa przed moim kotem Maćkiem – bardzo intensywnie się upominał o kawałki ryby,
którą Małgosia przygotowywała na obiad... Moje przyjazdy były okraszane poznawaniem pięknych okolic a tu kilka wspomnień fotograficznych
pozwalajacych ocenić piękno modelki... Co potwierdza tylko moje wcześniejsze słowa o moim wielkim szczęściu w tym zwiazku.

W połowie trzeciego roku naszego małzeństwa doznaliśmy pełni szczęścia i radości, urodziła się Grażynka Małgorzata, oczko w głowie przeszczęśliwej
mamy Małgoni Katarzyny...

I tak minęły lata radości, drobnych smutków, aż po dzień straszny, śmierć naszej jedynej córeczki. Był to niestety początek końca nitki życia
Małgorzaty, przeżycia tego momentu były tak bolesne, że Małgosia musiała podjąć ratunkowe leczenie w szpitalu, tym samym nie mogła uczestniczyć
w bolesnej ceremonii. Okres spadku na równi pochyłej utraty zdrowia trwał cztery lata, na jego końcu Małgosia miała udar mózgu z dwoma bodaj
kolejnymi udarami w tych czterech misiesiacach, by na końcu wraz z wnukiem uczestniczyliśmy w kolejnym pogrzebie na pobliskim cmentarzu...
I to byłby koniec tej gorzko-słodkiej opowieści.

Na oddziale rehabilitacji w dniu 13.12.2025 r.

Na oddziale rehabilitacji w dniu 13.12.2025 r.

Na oddziale rehabilitacji w dniu 14.12.2025 r.

W domu, w dniu 26.12.2025 r. - Małgosia wróciła 20 grudnia

Pogrzeb odbył się 18 marca 2025 r. o godzinie 11:30










